Ogromne, niewykorzystane źródło czystej energii, ukryte dosłownie pod naszymi stopami? Nie chodzi o kolejny teoretyczny koncept, lecz o zasób, którego istnienie potwierdzają konkretne miejsca na mapie. Ostatnie analizy wskazują, że jego ilość w skorupie ziemskiej mogłaby zaspokoić nasze potrzeby na czas tak długi, iż trudno go sobie wyobrazić. Kluczem do tej potencjalnej rewolucji jest wodór. Nie ten wytwarzany przemysłowo z wielkim nakładem energii, lecz ten, który powstaje samoczynnie, w głębokich, naturalnych procesach geologicznych. W małej wiosce w Afryce już teraz zasila lokalną elektrownię, pokazując, że nie jest to czysta fantazja.
Aby zrozumieć wyjątkowość złotego wodoru, trzeba spojrzeć na całą paletę jego „kolorowych” odmian. Przemysłowa większość to tzw. wodór szary lub niebieski, pozyskiwany z gazu ziemnego w energochłonnych procesach, które wiążą się ze znacznymi emisjami. Alternatywą jest drogi zielony wodór z elektrolizy zasilanej OZE. Tutaj właśnie pojawia się złoty, zwany też białym – całkowicie naturalny, powstały bez udziału człowieka. Jego wielką przewagą jest to, że nie musimy go produkować. Został już wytworzony przez Ziemię



